Tinder Impro Party
Ciekawość, otwartość, desperacja - nieważne z jakich powodów lądujemy na Tinderze. Ważne, jak się na nim zaprezentujemy…
KROK 1 - ZDJĘCIE: Najpierw próbujesz zrobić sobie szałowe selfie z dzióbkiem, ale z odległości ramienia wciąż widać wszystkie niedoskonałości Twojej cery. W zakłopotaniu prosisz kumpelę, aby zrobiła Ci szybką sesję na tle ściany w przedpokoju… wygląda to dość biednie, więc zaciągasz z albumu na fejsie kilka fot z zeszłorocznych wakacji spędzonych w Palma de la Mallorca: plaża, słońce, i wciągnięty nienaturalnie brzuch. Innymi słowy: klasyk.
KROK 2 - OPIS: W swojej naiwności zaczynasz pisać… prawdę. Imię, jakie studia, hobby. A prawda jest taka, że NIKOGO TO NIE INTERESUJE. Ważne jest jedynie zdjęcie. Przez chwilę jeszcze tragicznie próbujesz żartów słownych ("Co powiesz na ons? Yes yes yees yeees YEEEES"), i przez krótką sekundę wydajesz się sobie nawet zabawny. Najwyraźniej odcina Ci tlen, bo klikasz: publikuj…
I właśnie tego wieczora - z pomocą widowni - wyciągniemy te tinderowe kwiatki i przypniemy je do kożucha zawiedzionych nadziei: na seks, na miłość, czy czego tam kto szuka na Tinderze. Będzie to nasz punkt wyjścia do zagrania improwizowanego spektaklu, inspirowanego jednym z najpopularniejszych portali randkowych, z którego oczywiście "nikt z nas nie korzysta"… Taaa… Zapraszamy zatem na nocny rajd przez najgorzej skomponowane profile na Tinderze - bez względu na wiek, płeć czy lokalizację. Za kierownicą: tinderowy Kupido. Skręci w prawo albo w lewo. Innej opcji nie ma.