Koniec „Dobrego posiłku”. Polskie szpitale oszczędzają… na talerzu pacjenta
Polskie szpitale znów zaciskają pasa — tym razem dosłownie. Program „Dobry posiłek w szpitalu”, który realnie poprawił jakość żywienia pacjentów i znacząco ograniczył liczbę skarg, został wygaszony w imię oszczędności.
Zamiast 25,62 zł dziennej stawki na wyżywienie pacjenta — wprowadzonej po dekadach skrajnych zaniedbań — obowiązuje dziś 21 zł. Efekt? Szybki i zauważalny spadek jakości jedzenia. Lekarze i dietetycy alarmują, że niedożywienie w polskich szpitalach staje się równie groźne jak choroby, z którymi pacjenci trafiają na oddziały.
To nie publicystyczna przesada. To twarde dane.
Jedzenie w szpitalu to nie dodatek. To część terapii
Kiedy szpitalem rządzi księgowy, a nie ekspert, kończą się dobre posiłki.
„Widzimy, że na talerzu jest mniej” — mówią dziś zgodnie dyrektorzy szpitali. I mają rację. Wraz z wygaszeniem pilotażu „Dobry posiłek” placówki straciły gwarantowane finansowanie żywienia. Do stołówek wróciły stare realia:
-
tańsze produkty,
-
mniejsze porcje,
-
powrót do oszczędzania na pacjencie.
Decyzja o zakończeniu programu nie była decyzją medyczną.
Nie była decyzją ekspercką.
Była decyzją księgową.
Ministerstwo Zdrowia wskazało, że rezygnacja z pilotażu przyniesie budżetowi około 900 mln zł oszczędności. To właśnie te oszczędności wygrały z troską o zdrowie chorych. A jak jada się w większości polskich szpitali, wie każdy, kto choć raz tam leżał lub odwiedzał bliskich.
Dlaczego wygaszono program? Trzy powody — żaden nie dotyczy pacjentów
Po pierwsze: koszty.
Od 2023 roku na program przeznaczono ponad miliard złotych. Ministerstwo Finansów oczekiwało cięć — „Dobry posiłek” trafił na listę do usunięcia.
Po drugie: presja budżetowa na lata 2025–2026.
Resort zdrowia zapewnia, że żywienie zostanie „ujęte w standardach”. Problem w tym, że standardy kosztują — a pieniądze na nie zostały obcięte.
Po trzecie: argument systemowy.
Od 2026 roku ma obowiązywać jeden ogólnopolski standard żywieniowy. Na papierze wygląda dobrze. W praktyce oznacza mniej pieniędzy na pacjenta.
W skrócie: wygaszono program, który działał, by zastąpić go rozwiązaniem tańszym i mniej skutecznym. A że ucierpią pacjenci? To już „efekt uboczny”.
Nowe stawki są niższe. A jedzenie to terapia, nie luksus
Obecna stawka wynosi:
-
21 zł dziennie dla większości pacjentów,
-
23,50 zł dla kobiet w ciąży.
To niemal 5 zł mniej niż w czasie pilotażu. Dyrektorzy szpitali mówią wprost: utrzymanie wcześniejszej jakości za takie pieniądze jest niemożliwe.
Przykład? Szpital w Siemianowicach Śląskich, który w czasie pilotażu dokupował wartościowe produkty, dziś znów musi ciąć zakupy. Widać to w porcjach — i widzą to pacjenci.
Tymczasem trzeba jasno powiedzieć:
żywienie szpitalne nie jest „miłym dodatkiem”.
Nie jest bonusem.
Nie jest uprzejmością.
Zgodnie z klasyfikacją WHO to pełnoprawny element terapii, tak samo istotny jak leki, opatrunki czy rehabilitacja. A mimo to właśnie na nim najłatwiej oszczędzić.
Niedożywienie w szpitalu to jedna z najdroższych „oszczędności”
Dane European Society for Clinical Nutrition and Metabolism (ESPEN) są jednoznaczne:
-
niedożywiony pacjent przebywa w szpitalu 3–7 dni dłużej,
-
ryzyko powikłań rośnie o 100–300%,
-
śmiertelność jest dwukrotnie wyższa,
-
koszty leczenia rosną o 50–100%,
-
operacje kończą się powikłaniami nawet 4 razy częściej.
Badania z Holandii, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii pokazują jasno:
1 euro zainwestowane w żywienie kliniczne oszczędza 2–4 euro na leczeniu.
W Polsce, jak widać, łatwiej jest zabrać pacjentowi obiad, niż naprawić system finansowania ochrony zdrowia.
Pacjenci onkologiczni płacą najwyższą cenę
To moment, w którym liczby przestają być statystyką, a zaczynają opowieścią o tragediach.
Według Polskiego Towarzystwa Żywienia Klinicznego:
-
20–40% pacjentów onkologicznych umiera nie z powodu raka, lecz z powodu niedożywienia,
-
nawet 70% pacjentów w zaawansowanym stadium choroby jest niedożywionych,
-
1 na 3 trafia do szpitala już w stanie wyniszczenia,
-
niedożywienie obniża skuteczność chemioterapii i immunoterapii,
-
kacheksja skraca życie bardziej niż sam guz.
Amerykański National Cancer Institute potwierdza: 30% pacjentów onkologicznych umiera z powodu niedożywienia, a nie raka.
Oszczędzanie na jedzeniu nie jest więc błędem finansowym.
Jest błędem medycznym. I błędem moralnym.
„W domu płacicie za jedzenie, to w szpitalu też możecie” — absurd w białych rękawiczkach
Coraz częściej pojawia się argument: skoro w domu płacimy za jedzenie, to może pacjenci powinni płacić również w szpitalu.
To myślenie jest nie tylko odhumanizowane — jest niebezpieczne.
Pacjent nie jest klientem restauracji ani gościem hotelowym. Jest człowiekiem w kryzysie zdrowotnym, często w najtrudniejszym momencie życia. A żywienie w szpitalu jest elementem leczenia, nie usługą gastronomiczną.
Wprowadzenie opłat za posiłki oznaczałoby w praktyce jedno:
pogłębienie niedożywienia wśród najuboższych, czyli tych, którzy chorują najczęściej i najciężej.