Żyje z jedzenia znalezionego w kontenerach. Zdzich Rabenda zdradza, ile wydaje miesięcznie na żywność
Zdzich Rabenda od siedmiu lat praktykuje freeganizm. Zamiast robić tradycyjne zakupy, szuka jedzenia w kontenerach za sklepami i ratuje produkty przeznaczone do wyrzucenia. Jak przekonuje, podczas jednej wyprawy potrafi znaleźć zapasy, które wystarczyłyby nawet dla kilkudziesięciu osób. Zdarzało mu się wydawać na jedzenie zaledwie 200 zł miesięcznie. Dziś mieszka na Wyspach Kanaryjskich, prowadzi własny ogród i edukuje innych, jak ograniczać marnowanie żywności.
Wszystko zaczęło się od eksperymentu
Zdzich Rabenda zainteresował się freeganizmem w 2019 r. Początkowo był to eksperyment związany z prowadzonymi przez niego zajęciami i warsztatami edukacyjnymi. Już po kilku dniach zrozumiał jednak, jak ogromnym problemem jest wyrzucanie żywności, która wciąż nadaje się do spożycia.
– Jestem osobą pragmatyczną, więc trudno mi było wrócić do tradycyjnego robienia zakupów, gdy zdałem sobie sprawę, że przeogromne ilości pożywienia tej samej jakości znajdowały się w kontenerach na zapleczach sklepów – wyjaśniał.
Przygodę z freeganizmem rozpoczął w Polsce. Obecnie mieszka na Wyspach Kanaryjskich, ale przynajmniej dwa miesiące w roku spędza w kraju. Jak opowiada, miał okres, w którym jadł wyłącznie produkty znalezione w pojemnikach za sklepami.
– Zdarzało mi się przeznaczać na jedzenie równowartość kilkudziesięciu euro, przeliczając na złotówki, 200 zł miesięcznie albo mniej. I to w zasadzie tylko na fantazje – mówi 38-latek.
„Jestem w stanie pozyskać absolutnie każdy produkt”
Rabenda przekonuje, że w kontenerach można znaleźć znacznie więcej niż pieczywo czy warzywa. Wymienia nabiał, owoce, słodycze, a nawet kawior, szynkę, długodojrzewające sery, alkohol, ubrania i sprzęt elektroniczny.
– Absolutnie każdy produkt, który został wyprodukowany przez człowieka, w pewnym momencie zostanie przez niego wyrzucony – zauważa.
Na początku interesowały go przede wszystkim owoce i warzywa. Z czasem odkrył, że dzięki freeganizmowi może pozwolić sobie również na produkty, których wcześniej nie kupował ze względu na cenę.
– Od momentu, w którym wprowadziłem freeganizm do mojej diety, zacząłem jeść na dużo wyższym poziomie. Bo wcześniej niekoniecznie pozwalałem sobie na najbardziej luksusowe produkty, które teraz były w zasięgu ręki – opowiada.
Z jego obserwacji wynika, że szczególnie dużo wyrzuca się pieczywa. Do koszy trafiają również produkty nabiałowe. Rabenda zwraca uwagę, że sklepy chcą utrzymywać pełne półki, a część żywności jest odrzucana także z powodu wyglądu.
Nieidealne owoce i warzywa trafiają do utylizacji
Freeganin zwraca uwagę, że marnowanie żywności zaczyna się jeszcze przed dostarczeniem produktów do sklepów. Wiele owoców i warzyw nie spełnia standardów dotyczących wyglądu i rozmiaru, dlatego nie trafia do sprzedaży.
Jako przykład podaje truskawki zbierane podczas pracy w Szkocji. Nawet tam owoce musiały mieć określony kształt, aby mogły trafić na półki dużych brytyjskich marketów. Te zbyt duże, zbyt soczyste lub z widocznymi odgnieceniami były odrzucane.
Rabenda podkreśla, że podobnie dzieje się z innymi warzywami i owocami. Jego zdaniem część produktów mogłaby być sprzedawana, gdyby wymagania dotyczące ich wyglądu były bardziej realistyczne.
Odpowiedzialność za marnowanie żywności ponoszą jednak również konsumenci. W sklepach często wybieramy najładniejsze produkty, dotykając i uszkadzając pozostałe. Problemem jest także długi łańcuch dostaw, szczególnie w przypadku owoców i warzyw sprowadzanych z odległych części świata.
– Dlatego tak ważne jest, aby jeść lokalnie to, co rośnie w naszej najbliższej okolicy, aby ten łańcuch dostaw był jak najkrótszy – podkreśla.
Freeganizm wymaga ostrożności. Szczególnie w przypadku mięsa
Choć Rabenda od lat korzysta z żywności przeznaczonej do wyrzucenia, nie wszystkie produkty uważa za bezpieczne do odzyskiwania. Szczególną ostrożność zaleca w przypadku mięsa.
– Z tym byłbym ostrożny zawsze i wszędzie. Musimy znać pochodzenie danego produktu, nawet jeżeli jest hermetycznie zapakowany i był przechowywany w odpowiedniej temperaturze, o co w miesiącach zimowych w Polsce nie jest trudno – zaznacza.
Zwraca również uwagę na wymiar etyczny marnowania mięsa. Jego produkcja wymaga dużych ilości zasobów, między innymi wody, paszy i powierzchni, a mimo to produkty mięsne często trafiają do koszy.
Zdzich Rabenda mieszka na Wyspach Kanaryjskich. Prowadzi własny ogród
Obecnie Rabenda nie jest już radykalnym freeganinem. Mieszka na wyspie La Palma, gdzie zajmuje się uprawą warzyw i owoców na własne potrzeby. W jego ogrodzie rosną między innymi papryka, pomidory, cebula, czosnek, buraki i migdały. Ziemniaki zbiera nawet trzy razy w roku.
Zdarza mu się również robić tradycyjne zakupy. Jak tłumaczy, wiele zależy od ilości czasu, którym dysponuje. Gdy ma dużo obowiązków, po prostu kupuje potrzebne produkty. Wśród rzeczy, na które wydaje pieniądze, wymienia przede wszystkim oliwę i czekoladę.
– Wszystko jest kwestią czasu, który mam. Gdy dużo pracuję, nie jestem w stanie ratować żywności. Wtedy po prostu płacę za nią pieniędzmi. Jeżeli obowiązków mam mniej, płacę swoim czasem – wyjaśnia.
Organizuje uczty z produktów znalezionych w kontenerach
W Polsce Rabenda prowadzi warsztaty poświęcone przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Uczestnikom pokazuje, jak pozyskuje produkty, przygotowuje je do spożycia i wykorzystuje w kuchni.
Przed warsztatami przyjeżdża na miejsce nawet dwa dni wcześniej, aby zebrać odpowiednie składniki. Następnie przygotowuje trzydaniową ucztę wyłącznie z uratowanych produktów.
– Staram się, aby to była degustacja na wysokim poziomie, jak na najlepszych bankietach. Są przystawki, lody, zupy, drugie dania, desery, kosze z owocami, żeby naprawdę było luksusowo, bo są takie możliwości – opowiada.
Podczas spotkań mówi o skali marnowania żywności, jego przyczynach i konsekwencjach. Największą satysfakcję daje mu przekonywanie kolejnych osób do bardziej świadomych zakupów.
Polacy wyrzucają tony jedzenia. Ekspertka wskazuje na problem
Skala marnowania żywności w Polsce jest duża. Według danych Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego każdego roku w kraju marnuje się ponad 4,5 mln ton jedzenia. Za 55 proc. tej ilości odpowiadają gospodarstwa domowe. Statystyczny Polak wyrzuca przeciętnie około 67 kg żywności rocznie.
Jak wyjaśnia dr inż. Sylwia Łaba z IOŚ-PIB, problem dotyczy całego łańcucha żywnościowego – od produkcji rolnej, przez przetwórstwo i dystrybucję, aż po gastronomię i prywatne gospodarstwa domowe.
– Polacy przede wszystkim kupują więcej, niż są w stanie zjeść. Ulegają promocjom, robią zakupy bez wcześniejszego sprawdzenia zawartości lodówki, przygotowują zbyt duże porcje i nie zawsze potrafią właściwie przechowywać produkty – mówi ekspertka.
Jak dodaje, przeciętna polska rodzina wyrzuca żywność wartą nawet 3-4 tys. zł rocznie. To nie tylko strata pieniędzy, ale również niepotrzebne zużycie wody, energii i innych zasobów.
Ekspertka podkreśla, że najważniejsze jest zapobieganie powstawaniu nadwyżek, a nie samo odzyskiwanie produktów ze śmietników. Potrzebne są zarówno rozwiązania systemowe, jak i zmiana codziennych nawyków: planowanie posiłków, robienie przemyślanych zakupów, właściwe przechowywanie jedzenia i wykorzystywanie produktów, które już mamy w domu.
Źródło: https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/zdzich-jest-freeganinem-zdarzalo-mi-sie-przeznaczac-na-jedzenie-200-zl-miesiecznie/xh6p43v,2b83378a