Bunt w warszawskiej podstawówce. Setki uczniów zrezygnowały ze szkolnych obiadów
Szkolne obiady miały być dla dzieci okazją do zjedzenia ciepłego posiłku w trakcie dnia. W jednej z podstawówek na warszawskim Ursynowie stały się jednak powodem poważnego konfliktu. Rodzice skarżyli się na jakość jedzenia, a setki uczniów zrezygnowały z posiłków w stołówce. Sprawą zajął się program „Uwaga!” TVN. Ostatecznie miasto rozwiązało umowę z firmą odpowiedzialną za przygotowywanie obiadów.
Rodzice alarmowali. Dzieci nie chciały jeść szkolnych posiłków
W warszawskiej podstawówce, do której uczęszcza ponad tysiąc uczniów, szkolne obiady wywołały prawdziwą burzę. Rodzice twierdzili, że jakość posiłków znacząco się pogorszyła, a dzieci coraz częściej wracały do domu głodne.
– Moje dzieci w tym roku mówią, że jedzenie jest absolutnie niejadalne, że jest ohydne, niedobre – relacjonowała jedna z matek.
Pani Ilona opowiadała o problemach z konkretnymi daniami. Według jej relacji mięso z karkówki miało być przypieczone na zewnątrz, ale surowe w środku. Kotlety z soczewicy były spalone, a ryba zawierała dużo ości.
– Dzieci przychodzą po lekcjach głodne i zdenerwowane, bo chciały zjeść smaczny posiłek w szkole – mówiła kobieta. Jak dodała, jej trzej synowie przestali korzystać ze szkolnej stołówki.
Z obiadów zrezygnowało już kilkuset uczniów. Rodzice próbowali interweniować u dyrekcji i urzędników, ale ich zdaniem odpowiedzialność była przerzucana między kolejnymi instytucjami.
– My rodzice jesteśmy w najgorszej pozycji, dlatego że możemy tylko płacić, a nie możemy nic wymagać. Urzędnicy rozkładają ręce, mówią, że wszystko jest w porządku. Wysyłają nas do dyrekcji, natomiast dyrekcja mówi, że ma związane ręce – skarżyła się pani Ewa.
Sanepid kontrolował stołówkę. Dietetyczka oceniła posiłek
Nowy ajent stołówki został wybrany w przetargu zorganizowanym przez dzielnicowe biuro finansów oświaty. Rodzice zwracali uwagę, że ta sama firma miała wcześniej dopuścić się poważnych uchybień przy realizacji zamówienia dla innej szkoły. Mimo ich zastrzeżeń podpisano z nią umowę.
Stołówkę kilkukrotnie kontrolował sanepid. Inspektorzy stwierdzili różne nieprawidłowości, ale nie wykryli uchybień, które w ich ocenie mogłyby zagrażać zdrowiu lub życiu dzieci.
Ekipa „Uwagi!” TVN przekazała jeden ze szkolnych posiłków do oceny dietetyczce Milenie Nosek. W zestawie znalazł się między innymi kotlet z ciecierzycy.
– Mamy tutaj kotlet z ciecierzycy, jego forma pozostawia wiele do życzenia. Jest twardy. Jest też bardzo suchy. Trudno tę potrawę dobrze przełknąć. Ziemniaki smakują jak przetrzymane w lodówce przez trzy dni – oceniła specjalistka.
Zwróciła również uwagę na nieodpowiednie proporcje składników i fakt, że danie nie zachęcało do jedzenia.
Właściciel firmy odpowiedzialnej za przygotowanie posiłku miał jednak zupełnie inne zdanie. W rozmowie telefonicznej z dziennikarzami stwierdził, że przedstawiane materiały są zmanipulowane.
– Wszystko to jest kłamstwo. Te zdjęcia potraw są zmanipulowane po to, żeby postawić mnie w złym świetle – przekonywał.
Czy za jakość odpowiada najniższa cena?
Przetarg na dostarczanie obiadów wygrała najtańsza oferta. Rodzice płacili za jeden posiłek niecałe 9 złotych. Zdaniem Michała Gwiazdowskiego, przedsiębiorcy z doświadczeniem w branży gastronomicznej, przy takiej kwocie trudno zapewnić odpowiednią jakość dwudaniowego obiadu.
– Te oszczędności na etapie przetargu odbijają się potem na produktach, które je dziecko. Za 9 złotych w 2026 roku nie da się przygotować dwudaniowego obiadu dla dziecka – ocenił.
Przedsiębiorca zwrócił również uwagę na problemy, jakie mogą pojawiać się przy wyborze wykonawców kierując się przede wszystkim ceną. Przywołał przykład kuchni, którą jego firma przejęła po poprzednim ajencie.
Jak relacjonował, pomieszczenia były w bardzo złym stanie higienicznym, a po kuchni biegały owady. Osoby pracujące na miejscu miały tłumaczyć, że nie przywiązują się do lokalu, ponieważ raz wygrywa się przetarg, a innym razem go przegrywa.
Miasto rozwiązało umowę z firmą. Do szkoły wrócił poprzedni ajent
Rodzice nie zamierzali poprzestać na skargach. Domagali się rozwiązania umowy z firmą przygotowującą obiady i zatrudnienia nowego wykonawcy. W tej sprawie pojawili się również na cyklicznym spotkaniu burmistrza Ursynowa z mieszkańcami.
Reakcja nastąpiła szybko. Już następnego dnia po spotkaniu burmistrz poinformował o rozwiązaniu umowy z dotychczasowym ajentem. Aby zapewnić uczniom ciągłość wydawania posiłków, do szkoły wróciła firma, która wcześniej przez wiele lat obsługiwała stołówkę.
Rodzice zauważyli natychmiastową poprawę. Pani Ilona przyznała, że dzieci ponownie wracają do domu zadowolone z obiadów.
– Wróciła poprzednia firma, którą dobrze znamy. Szkoła współpracowała z nią wiele lat. I jest super. Dzieciaki wracają do domu zadowolone. Temat obiadów się skończył. Jest smacznie i normalnie – powiedziała.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie obawy zniknęły. Obecna firma ma zapewniać posiłki, ale rodzice spodziewają się, że urząd może ponownie ogłosić przetarg i wybrać kolejnego wykonawcę.
Matka uczniów przyznaje, że rodzice obawiają się powrotu do sytuacji, która doprowadziła do szkolnego protestu. Liczą, że w przyszłym postępowaniu zwycięży firma, która obecnie przygotowuje obiady, ale nie mają pewności, jaką decyzję podejmą urzędnicy.
Sprawa pokazała, jak duże znaczenie dla uczniów i ich rodziców ma jakość szkolnych posiłków oraz sposób wyboru firm odpowiedzialnych za ich przygotowywanie.
Zrodlo: https://dziendobry.tvn.pl/gorace-tematy/uwaga-tvn-glodne-dzieci-i-rozczarowani-rodzice-stolowkowa-afera-w-ursynowskiej-podstawowce-st9326442