Pacjent wraca z badania, a śniadania już nie ma. Ekspert: żywienie to część leczenia
Nowoczesny sprzęt, zaawansowane terapie i świetnie wyposażone sale operacyjne nie wystarczą, jeśli szpital nie potrafi zadbać o prawidłowe żywienie pacjentów. Prof. Stanisław Kłęk, specjalista chirurgii ogólnej i onkologicznej oraz żywienia klinicznego, zwraca uwagę na problem, który często zaczyna się od pozornie prozaicznych spraw. Pacjent może nie zdążyć zjeść śniadania przed badaniem, a po powrocie posiłku już nie będzie. Tymczasem niedożywienie zwiększa ryzyko powikłań, wydłuża pobyt w szpitalu i podnosi koszty leczenia.
Żywienie to nie dodatek, ale fundament terapii
Jak podkreśla prof. Stanisław Kłęk, leczenie żywieniowe powinno być integralną częścią opieki nad chorym. Nawet najbardziej zaawansowane procedury medyczne nie przyniosą pełnych efektów, jeśli szpital zaniedba podstawowe potrzeby pacjenta.
Chory często przechodzi przez kilka oddziałów: od interny, przez chirurgię, aż po intensywną terapię. Na każdym etapie personel powinien zwracać uwagę nie tylko na główne rozpoznanie i kolejne procedury, ale również na stan odżywienia.
– Pacjent nie składa się z jednej procedury – zaznacza ekspert.
Znaczenie ma nie tylko dostęp do odpowiednich preparatów i metod leczenia. Równie ważne jest to, co pacjent dostaje do jedzenia, o której godzinie otrzymuje posiłek, czy dieta odpowiada jego potrzebom i czy ma możliwość spokojnego zjedzenia przygotowanego dania.
Niedożywienie zwiększa ryzyko powikłań
Niedożywienie może istotnie wpłynąć na przebieg całej terapii. Wiąże się z większym ryzykiem powikłań, dłuższą hospitalizacją i gorszym rokowaniem.
Profesor zwraca uwagę, że nawet u dwóch pacjentów z podobnym rozpoznaniem przebieg leczenia może wyglądać zupełnie inaczej, jeśli jeden z nich jest prawidłowo odżywiony, a drugi zmaga się z niedożywieniem.
Dłuższy pobyt w szpitalu oznacza dodatkowe obciążenie zarówno dla chorego, jak i placówki. To kolejne dni opieki personelu, stosowania leków, diagnostyki i zajmowania łóżka, które mogłoby służyć następnemu pacjentowi. Jeśli pojawią się zakażenia lub inne powikłania, koszty mogą jeszcze wzrosnąć.
Dlatego leczenie żywieniowe nie powinno być traktowane jako opcjonalny dodatek do właściwej terapii.
Sama ocena ryzyka niedożywienia nie wystarczy
W Polsce wprowadzono rozwiązania, które miały zwiększyć znaczenie żywienia klinicznego, w tym obowiązkową ocenę stanu odżywienia pacjenta przy przyjęciu do szpitala. Zdaniem prof. Kłęka nadal jednak problemem pozostaje przełożenie tej wiedzy na codzienną praktykę.
Jak wyjaśnia ekspert, dostęp do procedur, preparatów i sprzętu nie odbiega zasadniczo od tego, czym dysponują kraje Europy Zachodniej. Trudność polega częściej na właściwym wykorzystaniu dostępnych możliwości i zorganizowaniu całego procesu.
Najważniejsze jest to, co dzieje się po wykryciu ryzyka niedożywienia. Sam wpis w dokumentacji nie poprawi stanu pacjenta, jeśli nie pociągnie za sobą konkretnych działań.
Prawidłowy proces powinien obejmować kilka etapów: identyfikację pacjenta zagrożonego niedożywieniem, ocenę jego potrzeb, dobór odpowiedniej metody żywienia, rozpoczęcie terapii i monitorowanie jej skuteczności.
Nie zawsze konieczne są najbardziej zaawansowane rozwiązania. Czasem wystarczy odpowiednio zmodyfikowana dieta lub doustny preparat odżywczy. U innych chorych potrzebne może być żywienie dojelitowe albo pozajelitowe.
Kluczowe jest, aby rozpoznanie problemu prowadziło do rzeczywistej interwencji.
Pacjent nie zdążył zjeść śniadania? To też problem organizacyjny
Jednym z przykładów przywoływanych przez eksperta są godziny wydawania posiłków. Jeśli personel odpowiedzialny za ich dostarczanie kończy pracę około godziny 17 lub 18, ostatni posiłek może być podawany właśnie wtedy, a na następny trzeba czekać do rana. W ten sposób powstaje wielogodzinna przerwa nocna.
Kolejny problem to brak czasu na zjedzenie posiłku. Pacjent otrzymuje śniadanie, ale chwilę później jest przewożony na badanie. Kiedy wraca, jedzenia już nie ma. Podobna sytuacja może zdarzyć się w porze obiadu, gdy diagnostyka uniemożliwia skorzystanie z przygotowanego posiłku.
– Możemy więc przygotować naprawdę dobrą dietę, smaczną i właściwie zbilansowaną, ale jeżeli nie zorganizujemy procesu tak, żeby pacjent rzeczywiście ją spożył, nie osiągniemy celu – podkreśla prof. Kłęk.
To pokazuje, że skuteczne leczenie żywieniowe zaczyna się nie tylko w specjalistycznym gabinecie czy przy zaawansowanym sprzęcie. Zaczyna się również przy szpitalnej tacy z obiadem.
Za leczenie żywieniowe odpowiada cały zespół
Dbanie o prawidłowe żywienie nie powinno spoczywać na jednej osobie. Potrzebna jest współpraca lekarzy, pielęgniarek, dietetyków i farmaceutów. Każda z tych grup może dostrzec inny problem i pomóc w odpowiednim prowadzeniu terapii.
Istotną rolę odgrywają zespoły leczenia żywieniowego. Ich działalność może poprawiać nie tylko sam sposób odżywiania pacjentów, ale również inne obszary opieki, na przykład zasady postępowania przy dostępach naczyniowych i monitorowanie chorych. W efekcie możliwe jest także ograniczanie ryzyka niektórych powikłań, w tym zakażeń.
Właściwie zorganizowany proces leczenia żywieniowego może więc stać się impulsem do poprawy jakości opieki nad pacjentem w szerszym zakresie.
Czy leczenie żywieniowe naprawdę się opłaca?
Koszty odpowiednich preparatów i dodatkowych interwencji mogą budzić pytania, jednak zdaniem eksperta należy patrzeć na nie w szerszej perspektywie.
Jeśli pacjent z powodu powikłań pozostaje w szpitalu o kilka dni dłużej, placówka musi zapewnić mu dalszą opiekę, leki, diagnostykę i czas pracy personelu. Pojawienie się zakażenia lub innych komplikacji może dodatkowo zwiększyć wydatki.
Dlatego właściwie prowadzone leczenie żywieniowe może przynosić korzyści kliniczne, organizacyjne i ekonomiczne. Poprawa stanu pacjenta może iść w parze z bardziej racjonalnym wykorzystaniem zasobów szpitala.
Certyfikat to za mało. Liczy się rzeczywista zmiana
Znaczenie ma również sposób oceniania jakości opieki żywieniowej. Jak zaznacza prof. Kłęk, certyfikacja powinna sprawdzać rzeczywiste działania placówki, a nie tylko obecność odpowiednich dokumentów i procedur.
Trzeba ocenić, czy pacjenci są badani pod kątem ryzyka niedożywienia, czy wynik takiej oceny prowadzi do wdrożenia leczenia, czy personel potrafi korzystać z dostępnych metod i czy efekty terapii są monitorowane.
Jedną z inicjatyw w tym obszarze jest program „Szpital Dobrej Praktyki Żywienia Klinicznego – Leczenie przez żywienie”, realizowany przez POLSPEN, czyli Polskie Towarzystwo Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.
Według eksperta program ma przede wszystkim zwiększać świadomość znaczenia żywienia klinicznego i poprawiać jakość opieki. Ma również pomagać szpitalom rozpoznawać braki i wskazywać obszary wymagające zmian.
Celem nie powinno być samo zdobycie wyróżnienia, lecz poprawa codziennej praktyki.
Technologia pomoże, ale nie zastąpi człowieka
Elektroniczna dokumentacja medyczna może ułatwiać ocenę ryzyka niedożywienia, gromadzenie danych i identyfikowanie pacjentów wymagających szczególnej uwagi. System może także przypominać personelowi o konieczności podjęcia działań.
Technologia nie rozwiąże jednak problemu, jeśli za alertem nie pójdzie decyzja. Nawet najlepiej zaprojektowany system nie zastąpi wiedzy, odpowiedzialności i zaangażowania zespołu medycznego.
Jak przypomina prof. Kłęk, każdy z nas odczuwa skutki pominięcia posiłku — trudniej się skoncentrować, pojawia się rozdrażnienie i spadek samopoczucia. Pacjent hospitalizowany również tego doświadcza, a dodatkowo zmaga się z chorobą.
Dlatego prawidłowe żywienie powinno być traktowane jako pełnoprawny element terapii. Bo nawet najlepszy sprzęt i najbardziej zaawansowane procedury nie zastąpią kompleksowej opieki nad człowiekiem.
Źródło: https://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Pacjenci-nie-maja-czasu-na-jedzenie-Chory-wraca-z-badania-a-sniadania-juz-nie-ma,289835,9.html