Influencerki jedzą lizawki dla koni. Viralowy trend, który budzi kontrowersje
Jedzenie lizawki dla koni stało się jednym z najnowszych i najbardziej kontrowersyjnych trendów w mediach społecznościowych. Coraz więcej influencerek publikuje nagrania, na których próbują produktów przeznaczonych dla zwierząt — głównie lizawki solnej lub mineralnej. Filmy błyskawicznie zdobywają setki tysięcy wyświetleń, wywołując skrajne reakcje: od śmiechu i zdziwienia po oburzenie i pytania o zdrowie.
Influencerki, które podbiły internet
Wśród twórczyń, które przyczyniły się do popularności tego trendu, najczęściej wymienia się Lexy Chaplin oraz Christinę Chaplin. Influencerki publikują nagrania, na których liżą lub próbują gryźć lizawki dla koni, porównując ich smak do słodyczy z dzieciństwa, cukierków albo… bloków soli znanych z dawnych lat.
Materiały szybko rozchodzą się po TikToku i Instagram Reels, są masowo komentowane i udostępniane, co tylko napędza zasięgi i zachęca kolejnych twórców do powielania pomysłu.
Jednym z najbardziej viralowych materiałów był prank Lexy Chaplin z udziałem jej taty. Influencerka podała mu przysmaki dla koni, twierdząc, że są to „polskie słodycze”. Reakcja — pełna zdziwienia i niesmaku — rozbawiła internautów i zapewniła filmowi setki tysięcy wyświetleń.
Na czym polega ten trend?
Trend polega na nagrywaniu własnych reakcji podczas spożywania lizawki dla koni. Twórcy:
-
oceniają smak,
-
pokazują konsystencję,
-
porównują produkt do znanych słodyczy lub przekąsek.
Nie chodzi tu o dietę ani wartości odżywcze. Kluczowy jest efekt zaskoczenia, kontrowersja i absurd, który idealnie wpisuje się w mechanizmy mediów społecznościowych. Krótkie, dynamiczne filmy są chętnie promowane przez algorytmy, a widzowie reagują komentarzami, udostępnieniami i próbami naśladowania trendu.
Czy lizawkę dla koni w ogóle można jeść?
To pytanie pojawia się coraz częściej wraz z rosnącą popularnością trendu. Technicznie lizawki składają się głównie z soli i minerałów, jednak należy pamiętać, że są one klasyfikowane jako pasza dla zwierząt, a nie żywność dla ludzi.
Ich skład i proporcje są dostosowane do organizmu konia, który waży kilkaset kilogramów. Zawierają bardzo duże ilości sodu i minerałów, które w diecie człowieka nie występują w takiej formie ani stężeniu. Dodatkowo lizawki mają twardą strukturę przeznaczoną do lizania przez zwierzęta, a nie do gryzienia przez ludzi.
Brak badań i potencjalne ryzyko
Największym problemem jest fakt, że lizawki dla koni nie są badane pod kątem bezpieczeństwa dla ludzi. Składniki, dodatki mineralne i ich proporcje projektowane są wyłącznie z myślą o zwierzętach.
Oznacza to, że:
-
nie wiadomo, jaki wpływ na organizm człowieka może mieć ich regularne spożywanie,
-
nie ma badań klinicznych potwierdzających bezpieczeństwo,
-
ewentualne skutki uboczne są trudne do przewidzenia.
Choć influencerki prezentują trend jako zabawę lub ciekawostkę, każda osoba, która decyduje się go naśladować, robi to na własną odpowiedzialność.
Viralowy trend, który pokazuje granice pogoni za zasięgami
Jedzenie lizawki dla koni to kolejny przykład tego, jak daleko twórcy internetowi są w stanie się posunąć, by zdobyć uwagę odbiorców. Filmy Lexy Chaplin, Christiny Chaplin i innych influencerek są viralowe i dla wielu widzów zabawne, ale jednocześnie niosą realne ryzyko zdrowotne.
Lizawki dla zwierząt nie są przeznaczone dla ludzi, a ich skład nie został przebadany pod kątem ludzkiego organizmu. Trend pokazuje też ogromną siłę mediów społecznościowych — nawet najbardziej absurdalne i kontrowersyjne pomysły mogą zdobyć miliony wyświetleń, jeśli odpowiednio zagrają na emocjach odbiorców.
Zanim jednak ktoś zdecyduje się powtórzyć viralowe „wyzwanie”, warto pamiętać, że zasięgi mijają, a konsekwencje zdrowotne mogą zostać na dłużej.
Źródło: https://gs24.pl/niebezpieczny-trend-w-sieci-gwiazdy-polskiego-internetu-jedza-jedzenie-dla-koni-twoje-dziecko-to-oglada-27-01-2026/ar/c1p2-28598347