Rajskie życie za granicą nie zawsze jest spełnieniem marzeń. Coraz więcej emigrantów wraca do ojczyzny
Słońce, piękne plaże, większe domy i codzienność przypominająca niekończące się wakacje. Tak wielu osobom kojarzy się życie za granicą. Rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna. Przekonała się o tym Rebecca Denne, która po czterech latach spędzonych w Sydney wróciła do Wielkiej Brytanii. Z czasem coraz bardziej doskwierał jej dystans dzielący ją od rodziny i przyjaciół. Podobne doświadczenia mają także inni Brytyjczycy, którzy postanowili zakończyć emigracyjną przygodę.
Cztery lata w Sydney. W końcu zatęskniła za domem
Rebecca Denne wyjechała do Australii w 2012 roku, korzystając z wizy umożliwiającej pracę podczas wakacji. Sydney szybko ją zauroczyło. Mieszkała w artystycznej dzielnicy Newtown, gdzie poznała grupę znajomych z Wielkiej Brytanii, Irlandii i Australii. Początkowo każdy dzień przypominał jej wakacje.
Z czasem udało jej się znaleźć stabilne zatrudnienie, a pracodawca zdecydował się zatrzymać ją na dłużej. Kobieta coraz mocniej przywiązywała się do australijskiego stylu życia. Po kilku latach zaczęła jednak odczuwać, że coś ją omija.
Nie chodziło wyłącznie o tęsknotę za ulubionymi produktami z rodzinnego kraju. Mama regularnie wysyłała jej paczki z brytyjskimi przysmakami, takimi jak budyń Angel Delight czy czekolada Cadbury. Znacznie trudniejsze było poczucie oddalenia od bliskich.
Gdy Denne miała 34 lata, jej dawni przyjaciele kupowali domy i zakładali rodziny. Ona pozostawała tysiące kilometrów od nich. Nie uczestniczyła w ważnych wydarzeniach, między innymi w narodzinach siostrzeńca.
W 2016 roku zdecydowała się wrócić do Wielkiej Brytanii. Początki nie były łatwe. Po powrocie zamieszkała z ojcem w hrabstwie Kent i musiała na nowo układać sobie życie.
– Po powrocie z idyllicznego życia na emigracji możesz mieć wrażenie, że poniosłeś porażkę i zaczynasz wszystko od nowa – przyznaje.
Dziś jest właścicielką domu w Tunbridge Wells. Choć czasami zastanawia się, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby została w Australii, nie żałuje decyzji.
– To była trudna decyzja, ale podjęłam właściwą. Ostatecznie w życiu liczą się starzy przyjaciele i rodzina – podkreśla.
Coraz więcej Brytyjczyków wyjeżdża, ale część wraca
Rosnące koszty życia, problemy mieszkaniowe i trudności ze znalezieniem pracy sprawiają, że wielu Brytyjczyków rozważa przeprowadzkę za granicę. Nie każda emigracyjna historia kończy się jednak spełnieniem marzeń.
Według brytyjskiego urzędu statystycznego w okresie zakończonym w grudniu 2024 roku z Wielkiej Brytanii wyemigrowało 257 tys. obywateli. W tym samym czasie do kraju wróciło ponad 143 tys. osób. Oznacza to, że bilans migracji wyniósł 114 tys. na niekorzyść Wielkiej Brytanii.
Wśród popularnych kierunków znajdują się Australia, Nowa Zelandia, Kanada i Republika Południowej Afryki. Emeryci chętnie wybierają Hiszpanię i Francję, natomiast młodszych Brytyjczyków coraz bardziej przyciąga Dubaj.
Hiszpańskie słońce nie wystarczyło. Problemem okazały się codzienność i samotność
Sam Adams, 58-letnia instruktorka oddechu, w 2014 roku przeprowadziła się z ówczesnym mężem do Olivy w hiszpańskim regionie Walencji. Początkowo była zachwycona spokojniejszym tempem życia, przyjazną atmosferą i bliskością natury.
Podobały jej się spacery z psami wśród gór i gajów cytrusowych, a także śniadania na tarasie przy basenie. Dodatkowym atutem były stosunkowo przystępne ceny mieszkań i lokalnych produktów.
Z czasem zaczęły jednak przeszkadzać jej codzienne trudności. Szczególnie uciążliwa okazała się biurokracja, która potrafiła zamienić nawet opłacenie rachunku w skomplikowaną procedurę.
Adams nie odnalazła się również w środowisku brytyjskich ekspatów, z którymi miała kontakt. Jej zdaniem część z nich spędzała większość dnia w barach, a ona sama miała problem z opanowaniem hiszpańskiego na tyle, by swobodnie rozmawiać z miejscowymi.
Zaczęło jej brakować nawet drobnych elementów brytyjskiej codzienności, takich jak niezobowiązujące rozmowy z nieznajomymi w kolejce na poczcie.
Kobieta krytycznie oceniała także dostępność produktów spożywczych. Choć doceniała świeże warzywa i sezonowe składniki, brakowało jej różnorodności, do której przywykła w Wielkiej Brytanii.
Ostatecznie na decyzję o powrocie wpłynęły również wydarzenia rodzinne. Rozpad małżeństwa i udar ojca sprawiły, że Adams poczuła się samotna i uznała, że chce być bliżej bliskich. Wróciła więc do ojczyzny.
Amerykański sen okazał się mniej idealny, niż zakładała
Sue Chapman z Reading w 2014 roku przeprowadziła się z mężem do Stanów Zjednoczonych. Powodem była jego praca. Para najpierw zamieszkała w Wisconsin, a później w Cleveland w stanie Ohio.
Chapman zachwyciła się przede wszystkim dużymi, pięknymi i stosunkowo tanimi domami. W porównaniu z mieszkaniami w brytyjskim hrabstwie Berkshire amerykańskie nieruchomości oferowały znacznie więcej przestrzeni. Kobieta doceniała również serdeczność sąsiadów i swobodną atmosferę spotkań.
Mimo pozornej otwartości mieszkańców trudno było jej jednak nawiązać głębsze przyjaźnie. Zauważyła, że Amerykanie inaczej podchodzą do relacji towarzyskich niż Brytyjczycy.
– Amerykanie bardzo szybko zapraszają na kolację, co dla Brytyjczyków wydaje się intymne i intensywne. Ale jeśli powiesz: „Może kiedyś wyskoczymy na drinka?”, patrzą na ciebie, jakbyś zaproponował zamordowanie im szczeniaka – opowiada.
Jej zdaniem problemem był również brak czasu na budowanie trwałych więzi. Długie godziny pracy sprawiały, że wiele osób nie miało przestrzeni na życie towarzyskie.
Dodatkowym zaskoczeniem okazała się wszechobecność religii. Chapman, która jest ateistką, nie czuła się komfortowo z chrześcijańskimi przekazami, na które natrafiała nawet w szpitalach i sklepach.
W 2022 roku wraz z mężem wróciła do Wielkiej Brytanii.
Dubaj przyciąga młodych, ale rzeczywistość może rozczarować
Nie tylko Australia, Hiszpania i Stany Zjednoczone okazują się mniej idealne, niż mogłoby się wydawać. Coraz więcej osób przekonuje się również, że życie w Dubaju nie zawsze przypomina obrazy znane z mediów społecznościowych.
Przykładem jest Charlie Smith, dwudziestokilkuletni influencer i agent nieruchomości. W listopadzie poinformował na TikToku, że postanowił opuścić Dubaj i wrócić do Wielkiej Brytanii. Choć wcześniej mówił o spełnieniu dubajskiego marzenia, z czasem uznał, że rzeczywistość nie odpowiada jego wyobrażeniom.
– Dobra. Wyjeżdżam z Dubaju. Wracam do Wielkiej Brytanii. I dzięki Bogu, że odjeżdżam. To miejsce jest tak bezduszne i sztuczne – powiedział w nagraniu.
Wśród zastrzeżeń osób mieszkających w Dubaju pojawiają się również restrykcyjne przepisy obyczajowe. Niektórzy przybysze zwracają uwagę na ograniczenia dotyczące między innymi okazywania uczuć w miejscach publicznych.
Mimo to miasto nadal cieszy się dużym zainteresowaniem młodych profesjonalistów. W badaniu przeprowadzonym na początku roku 23 proc. brytyjskich pracowników poniżej 35. roku życia deklarowało chęć przeprowadzki do Dubaju. Dla porównania Nowy Jork wskazało 19 proc. badanych, Kapsztad 15 proc., a Sydney 7 proc.
Popularność miasta wzmacniają także media społecznościowe. Hashtagi związane z życiem w Dubaju były trendami przez cały 2025 rok, a tak zwane dubajskie desery z czekoladą i pistacjami zdobyły międzynarodową popularność.
Zanim wyjedziesz, sprawdź, jak wygląda zwyczajne życie
Rebecca Denne nadal z sentymentem wspomina Sydney. Na jej ramieniu znajduje się tatuaż przedstawiający słynną operę, ozdobiony sercami i kwiatami. Kobieta ma tam przyjaciół na całe życie, ale nie planuje ponownej przeprowadzki na stałe.
Jej doświadczenie pokazuje, że nawet najpiękniejsze miejsce nie zastąpi bliskości rodziny i wieloletnich znajomych. Podobne wnioski płyną z historii innych Brytyjczyków, którzy zdecydowali się wrócić do ojczyzny.
Sam Adams radzi osobom rozważającym emigrację, by najpierw spędziły w wybranym miejscu kilka tygodni lub miesięcy. Ważne, aby nie ograniczać się do wakacyjnego wypoczynku, lecz sprawdzić, jak wygląda tam zwykła codzienność.
Sue Chapman podkreśla natomiast znaczenie dokładnego przygotowania. Przed wyjazdem warto sprawdzić koszty dojazdów do pracy, ceny zakupów i realne możliwości nawiązania znajomości. Trzeba również zastanowić się, czy życie w wymarzonym domu nie okaże się samotne.
Najważniejsze jest jednak pozbycie się nadmiernych oczekiwań. Jak zauważa Chapman, rzeczywistość po przeprowadzce może wyglądać zupełnie inaczej, niż wyobrażaliśmy sobie przed spakowaniem walizek.
Źródło: https://podroze.onet.pl/ciekawe/gorzka-prawda-o-emigracji-zycie-bylo-jedna-wielka-impreza-do-czasu/snjrtws